Bytom      Chorzów      Gliwice      Katowice      Mikołów      Ruda Śląska      Świętochłowice      Tychy      Zabrze    
        
Sobota, 17. listopada 2018, Imieniny: Grzegorza Salomei Walerii      
Szukaj: w Międzynarodowy Dzień Studentów 
     esil.pl dla Ciebie: Prowadzisz własną firmę? Dodaj ją do naszego katalogu!
Strona główna: Felietony

» Pogromca Indians London

Pogromca Indians London

01-08-2009
 
+ powiększ

Był lewoskrzydłowym i… prawym obrońcą. Na pierwszej z wymienionych pozycji grał w drużynie hokeja na lodzie, na drugiej – w zespole hokeja na trawie. Kilkadziesiąt lat temu nie on jeden uprawiał dwie dyscypliny sportowe. Było to dość powszechne. Znacznie mniej owych sportowców, mogło, jak siemianowiczanin Stanisław Jończyk, odnotować duże sukcesy na obu polach.

Pierwsze kroki na łyżwach stawiał na siemianowickim „Bartku” niedługo po zakończeniu wojny – u schyłku lat 40 – tych. Najpierw grał w barwach HKS „Siemianowiczanki”.
„ Tam grali też trzej olimpijczycy – Ernest Ziaja, Hilary Skarżyński i Henryk Bronowicz – wspomina pan Stanisław – To byli dla nas, młodych chłopaków idole”.
Jak dla wszystkich, śląskich hokeistów, najważniejszym miejscem był dla niego katowicki Torkat.

„ Wystąpiłem w meczu inaugurującym powojenną działalność tego legendarnego lodowiska. Ja zagrałem wraz z Ernestem Ziają i Eugeniuszem Imiołczykiem w drużynie Stali Katowice, a naszym przeciwnikiem był Górnik Janów. To był mój debiut. W ogóle lubiliśmy Torkat. Nie raz – pamiętam – nasz trening tutaj rozpoczynał się dopiero o dwunastej w nocy. Kiedy się kończył - była druga i nie sposób było inaczej dostać się do Siemianowic, jak tylko….piechotą. Ale nam to nie przeszkadzało. Najważniejsze, że był lód – to była największa frajda”.

Kolejnymi klubami Stanisława Jończyka był Górnik Janów, Górnik Katowice, następnie – niejako w ramach służby wojskowej – CWKS Bydgoszcz, wreszcie Baildon Katowice.
Jako zawodnik Górnika Katowice w 1954 roku został powołany do kadry narodowej, wraz z którą stoczył 22 mecze. Dwukrotnie brał udział w Mistrzostwach Świata – najpierw w 1957 roku – w Moskwie, a rok później – w Oslo. O ile w stolicy ZSRR, polska reprezentacja zajęła 6 miejsce, o tyle na Półwyspie Skandynawskim Polacy byli na ósmej pozycji. Do dzisiaj, nie może się z tym pogodzić.

„ Mieliśmy szansę zdobycia punktów w meczu z Finlandią. Prowadziliśmy 2:1, kiedy na 11 minut przed zakończeniem spotkania nasz przeciwnik doprowadził do wyrównania. – mówi z żalem w głosie i dodaje – Na te mistrzostwa jechaliśmy wraz z trzema wyjątkowymi postaciami sprawozdawców sportowych – Stefanem Rzeszotem, oraz Bogdanem Tomaszewskim. Ten ostatni, który jechał do Lahti i wysiadał wcześniej i żegnając się z nami, przemówił tak, że po prostu coś aż ścisnęło nas za gardła. Pięknie mówił o tym, że musimy pokazać się od jak najlepszej strony, że reprezentowanie barw narodowych zobowiązuje, że w kraju chcieliby być z nas dumni. To było dla mnie i dla kolegów ogromnym przeżyciem, szkoda, że potem nam nie powiodło się, jak byśmy tego oczekiwali., choć przecież być ósmą drużyną świata, to też nie wstyd”.

Stanisław Jończyk aż 22- krotnie reprezentował Polskę w hokeju na lodzie, jest dwukrotnym mistrzem Polski, wicemistrzem, dwukrotnym brązowym medalistą.
Hokej na trawie, choć Stanisław Jończyk stawiał go dopiero na drugim miejscu, też zajmował w jego sportowej karierze ważną pozycję. Na dobrą sprawę wyglądało to tak, że zimą pan Stanisław występował na lodzie, zaś latem – na trawie.
„ Postacią, która głęboko zapadła mi w pamięć był Herbert Cuber – menedżer naszej drużyny „Siemianowiczanki” w hokeju na trawie. Tak operatywnego działacza zapewne i dzisiaj trudno by znaleźć. To był menedżer wielkiego formatu – potrafił załatwić sprawy, które wydawałoby się były nie realne. Pamiętam, że wyjeżdżałem z drużyną hokeja na lodzie do Oslo, a tu Cuber dopadł mnie jeszcze przy autobusie i odciągając na bok, pytał, czy bym nie pojechał z „Siemianowiczanką” do Paryża na Turniej Martiniego. Taki wyjazd załatwić, to była w owych czasach wyższa szkoła jazdy. Nie bardzo wierzyłem, że to się uda, ale oczywiście wyraziłem chęć wzięcia udziału w podróży i rozgrywkach. No i potem - w 1958 roku - rzeczywiście pojechaliśmy i odnieśliśmy zwycięstwo w całym turnieju pokonując w meczu finałowym drużynę mistrzów Niemiec 3:1.”

 

Pamiętną przygodą był również przez Herberta Cubera załatwiony wyjazd do Londynu. Nie tylko dlatego, że londyński turniej, był imprezą o ogromnej skali – wzięło w nim udział 100 drużyn męskich i 50 kobiecych – ale też i z powodu gościny u hrabiego Kentu, który zaprosił Siemianowiczankę, jako jedną z czterech najlepszych drużyn ( nie przyznawano w owym turnieju kolejnych miejsc, lecz wyłaniano najlepszą czwórkę i właśnie w tym elitarnym gronie znaleźli się nasi laskarze).
„ Kontakt z tak dostojną osobą, stanowiący dla nas wielkie przeżycie, nie był jedynym, który zapisał nam się głęboko w pamięci. W Anglii spotkaliśmy bowiem rodaka z Siemianowic – Gerarda Śliwiaka – który obiecał zorganizować mecz z czołowym zespołem Albionu – Indians London i rzeczywiście doprowadził do niego. Wygraliśmy z ówczesnym mistrzem Anglii 2: 1 i dostarczyliśmy tym samym ogromnej radości londyńskiej polonii. Zaproszono nas do ambasady polskiej i do Domu Polskiego, gdzie odbyły się wspaniałe bankiety na naszą cześć”.
Jako hokeista na trawie pan Stanisław, wraz z drużyną Siemianowiczanki, zdobył wicemistrzostwo Polski w 1952 roku, Puchar Polski w 1960 roku. Zapytany o skalę trudności obu dyscyplin, Stanisław Jończyk stwierdza, że lód jest bardziej wymagający. „ Trzeba jednak bardzo dobrze jeździć na łyżwach – uważa - Bez tego trudno być groźnym napastnikiem, czy dobrym na jakiejkolwiek pozycji”. Nie dodaje skromnie, że on akurat słynął ze znakomitej jazdy na łyżwach. W ogóle nie chce a nawet nie potrafi wspominać hokeja jako swoich, osobistych przeżyć, tylko zawsze mówi o drużynie, o kolegach.„ Ja byłem jednym z nich – po prostu”
Teraz nadal, jak każdy rasowy sportowiec żyje swoją dyscypliną. Oczywiście był obecny podczas meczów Polska - Niemcy, rozgrywanych niedawno na „Siemionie”. No i nadal lubi choćby pojeździć na lodzie. Zimą zobaczycie go na lodowisku, które bardzo polubił - na Rzęsie.
„ Widzę, że w Siemianowicach Śląskich nie zapomina się o dawnych sportowcach – mówi z radością - Duża w tym zasługa prezydenta Jacka Guzego, któremu chciałbym podziękować za tę pamięć. Korzystając z okazji, chciałbym też zwrócić się do młodzieży, by korzystała z bazy sportowej miasta. Wierzcie mi proszę, że sprawność fizyczna pomaga w codziennym życiu, a jeszcze na dodatek, uprawiając sport można nawiązać przyjaźnie na długie lata”.

autor: Ewa Roch - Wyrzykowska

 

źródło: Biuro prasowe Urzędu Miejskiego w Siemianowicach Śląskich



 

 

 

: esil.pl poleca :
 

Śląski internetowy poradnik medyczny
Śląski internetowy poradnik medyczny
 

Prostujemy Obraz Śląska
 

NASI PARTNERZY

R E K L A M A





Wiadomości · Imprezy · Katalog firm · Ogłoszenia · Przegląd prasy · Repertuar kin · Felietony · Galerie · Konkursy

^ do góry · Strona główna · Kontakt · O nas · Reklama · Nasi Przyjaciele · Katalogi www · Najnowsze · Kanały RSS
Copyrights © 2005-2018 esil.pl
kontakt: info@esil.pl
Dentalfolio™ - Ambitne przypadki stomatologiczne
2018-11-17 04:31:59 0.049974918365479 10



Na naszych stronach internetowych stosujemy pliki cookies. Korzystając z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień przeglądarki wyrażasz zgodę na stosowanie plików cookies zgodnie z Polityką prywatności.Akceptuję, nie pokazuj więcejCzym są pliki "cookies"?